Caroline Wahl
17 w skali Beauforta
„Właściwie całe moje życie wydaje się rozwiązaniem tymczasowym.”
Debiutancka powieść Caroline Wahl, „22 długości”, była dla mnie ubiegłorocznym objawieniem i totalnym zachwytem. A w marcu autorka wróciła z drugim tomem cyklu z siostrami Tildą i Idą, w którym zachowała swój charakterystyczny, żywy i autentyczny, z jednej strony surowy, a z drugiej pełen ciepła styl. W „17 w skali Beauforta” wrzuciła mnie w emocjonalny sztorm o niewyobrażalnej sile, by na końcu subtelnie uspokoić wzburzone fale i przepuścić promień słońca przez kłębowisko czarnych chmur.
W poprzedniej części zgłębialiśmy perspektywę Tildy, tym razem stery przejmuje młodsza z sióstr. Jednak łajba zwana życiem nie jest jej przychylna, a sterowanie z gulą wściekłości, żałoby, traumy i wyrzutów sumienia, zamglone używkami, często znosi ją na manowce. Kiedy emocje dławią, jedyną drogą pozostaje ucieczka od znanych miejsc, znanego życia. Od siostry, której troska budzi irracjonalną złość, i od siebie samej. Jednak upychając dotychczasowe życie do jednej zniszczonej walizki, zabiera je ze sobą.
To historia bezustannie pulsująca emocjami. Opowieść toczy się liniowo, zgodnie z upływającym czasem, ale wspomnienia i przemyślenia Idy tną tę rzeczywistość jak ostry nóż. To one czają się w mroku, nie pozwalając spać i przywołując koszmary, a w dzień wywołują napady lęku lub totalne zagubienie. Jej jedynym wentylem bezpieczeństwa, zupełnie jak w poprzedniej części, staje się woda. Tym razem to nie chłodny basen, a nieprzewidywalne morze otaczające wyspę Rugię, w którym pływa aż do utraty sił, byle tylko uciec od rzeczywistości, życia i przytłaczających ataków paniki.
Właśnie tam, na Rugii, w swoim najciemniejszym momencie, Ida trafia na dobrych, bezinteresownych ludzi. W jej życiu pojawia się też Leif, na zewnątrz odnoszący sukcesy didżej, a wewnątrz chłopak doświadczony przez los równie mocno jak ona. To tu Ida uświadamia sobie, że życie nie jest przewidywalne i nigdy nie będzie spokojną taflą, ale nie da się zawsze uciekać. Bo nie tylko my potrzebujemy innych ludzi, by przetrwać, równie mocno oni potrzebują nas. A czasem wystarczy być.
Autorka po raz drugi przeniknęła swoimi słowami do mojego serca. Napisała powieść tak prawdziwą, że czytając, niemal czułam słony smak łez i morskiej wody. Ta historia uderza z potężną siłą, obnaża najtrudniejsze uczucia, a ostatecznie przynosi niezwykłe, uwalniające ukojenie. To surowy, gęsty od emocji portret dziewczyny, która próbuje po prostu przetrwać, a ja ściskałam za nią kciuki aż do bólu.
Czytaj całość
czytanienaplatanie ocenił na9przed chwilą